Zenobiusz's Blog

Wiara,Nadzieja,Miłość,nie umierają nigdy.

Sekty, czyli grzech bałwochwalstwa

Posted by zenobiusz w dniu Luty 20, 2012


Sekty, czyli grzech bałwochwalstwa
Il n’y a pas de traductions disponibles

http://www.aleksanderposacki.pl/fr/wywiady/sekty-czyli-grzech-balwochwalstwa

SEKTY, CZYLI GRZECH BAŁWOCHWALSTWA
- z ks. Aleksandrem Posackim SJ rozmawia Wojciech Zagrodzki CSsR

Wojciech Zagrodzki CSsR: Zapytałem kilku duszpasterzy o obecność sekt na terenie parafii, w których pracują. Żaden z nich nie potrafił wskazać żadnej. Oczywiście, taki przypadkowy sondaż nie uprawnia do wyciągania zbyt daleko idących wniosków. Czy jednak nie jest przesadą alarmowanie o realnym i powszechnym zagrożeniu młodzieży ze strony sekt? Jaka jest skala problemu aktywności sekt dzisiaj? Czy duszpasterz parafii, na terenie której nie ma sekt, powinien interesować się tym problemem?

Aleksander Posacki SJ: Duszpasterz powinien rozpoznawać zagrożenia duchowe, z jakimi spotykają się jego parafianie. Sekty są jednym z nich. Na samym początku trzeba zauważyć, że w kręgu oddziaływania sekt znajduje się nie tylko młodzież, ale także ludzie dorośli. Choć oczywiście młodzież, ze względu na naturalne dążenie do poszukiwania swojego miejsca w świecie i jeszcze nie w pełni ukształtowaną własną wizję świata, będzie grupą wiekową szczególnie narażoną na aktywność sekt. Trzeba przyznać, że bezpośrednie zagrożenie ze strony sekt nie dotyczy wielkich mas. Do sekt wciągane są jednostki. Jeśli jednak ktoś spotkał się bezpośrednio z cierpieniem osób zranionych przez zaangażowanie się w jakąś sektę, a także z cierpieniem ich rodzin, to z pewnością będzie posiadał większą wrażliwość na realne zagrożenie płynące ze strony sekt. Jako duszpasterze musimy pomagać ludziom cierpiącym i zagubionym, a osoby zniewolone przez sekty do takich należą.
Nieczęsto jednak zwraca się uwagę na to, że sekty są źródłem różnych sprzecznych z chrześcijańską wizją świata światopoglądów i ideologii, które żyją w społeczeństwie, a nawet są propagowane przez współczesne media. Ideologie te są obecne np. w internecie czy w literaturze, czego przykładem może być niezwykle intensywnie promowana powieść o Harrym Potterze. Kościół został ustanowiony po to, aby prowadzić ludzi ku zbawieniu. Tymczasem ideologie te uniemożliwiają człowiekowi kroczenie drogami zbawienia. Dlatego myśląc o zagrożeniu ze strony sekt trzeba zwrócić uwagę nie tylko prowadzącą do destrukcji osobowości psychomanipulację, której poddawane są osoby wciągnięte do wewnątrz jakiejś sekty, ale także o manipulację w sferze światopoglądowej, która jest nie mniej groźna, a która może dotyczyć również ludzi nie związanych formalnie z żadną sektą. Niestety, tego aspektu oddziaływania sekt ciągle jeszcze się nie docenia, a zagrożenie z niego wypływające wynika bardzo wyraźnie z analizy oddziaływania sekt.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Przyznaję, że rzeczywiście na ten aspekt nie zwraca się większej uwagi. Dominuje przekonanie, że zagrożenie dotyczy osób, które zostały formalnie do sekty wciągnięte…

Aleksander Posacki SJ: Współczesne badania naukowe potwierdzają, że sekty mają różne oblicza. Są sekty zamknięte w ramach swoich struktur formalnych, które wprowadzając nowych członków do swojej społeczności poddają ich bardzo silnej psychomanipulacji. Ale są również sekty otwarte, tzw. „client cults” , które świadczą pewne usługi w formie różnych seansów psychoterapeutycznych. W każdym jednak przypadku bezpośredniemu oddziaływaniu sekty towarzyszy indoktrynacja światopoglądowa.
W klasycznym tego słowa znaczeniu sekt nie jest dużo. Podobnie statystycznie rzecz biorąc nie mamy wiele ofiar sekt. To są jednostki, którym trzeba pomóc. Ale… każda sekta sensu stricte posiada dwa elementy: formalny i treściowy. Element formalny obejmuje wewnętrzną strukturę psychospołeczną grupy ludzi przynależących do sekty. Są to jakieś zasady ich wzajemnego współżycia, struktura władzy, sposób inicjacji itp. Natomiast od strony treściowej mamy do czynienia z jakimś światopoglądem. Przy czym ten światopogląd może „dryfować” w społeczeństwie, a poprzez ludzi realnie zaistnieć w rzeczywistości kultury ludzkiej. Ten światopogląd może kogoś skłonić do bezpośredniego związania się z jakąś sektą, ale może również istnieć w świadomości poszczególnych osób niezależnie od ich ścisłej przynależności do jakiejś sekty. Przykładem takiego światopoglądu jest np. idea reinkarnacji propagowana przez większość sekt o rodowodzie orientalnym czy okultystycznym, w tym także New Age, Scjentologię czy pedagogikę steinerowską. Jest ona popularna także wśród wielu różdżkarzy, bioenergoterapeutów i zresztą pośród wszystkich ezoteryków czy okultystów, w tym mediów-jasnowidzów, spirytystów i wróżbitów, którzy mają realny wpływ na ludzi. Czy to mało? Idea ta niesie przekonanie, że człowiek po śmierci istnieje nadal przechodząc do wyższego lub niższego sposobu bytowania zależnie od tego, jak wyglądało jego ziemskie życie. To znaczy, że po życiu, w którym człowiek popełnił wiele zła, może niejako „za karę” istnieć nadal w kondycji niższej, by z kolei po pewnym czasie narodzić się na nowo w kondycji wyższej. Pozornie może się nam wydawać, że propozycja wiary w reinkarnację jest trudna do zaakceptowania. Tymczasem niektóre podjęte badania pokazują, że ok. 25 % – 30% młodych ludzi w Europie – w tym także w Polsce – jest skłonna przyjąć wiarę w reinkarnację. Jest czymś oczywistym, że ten światopogląd jest sprzeczny z bardzo ważnym przesłaniem o jednorazowości naszego życia na ziemi, a tym samym jednorazowości dokonywanych wyborów, a przede wszystkim jest całkowicie sprzeczny z dogmatem o zmartwychwstaniu. Czy to przypadek, że według badań blisko 1/3 chrześcijan nie uznaje prawdy o zmartwychwstaniu ciał? Oczywiście, skutki tego światopoglądu „dryfującego” w społeczeństwie nie będą widoczne natychmiast. Ale jest on poważnym zagrożeniem dla życia duchowego. Dlatego duszpasterze nie mogą wobec niego pozostać obojętni.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Na czym polega owo zagrożenie dla życia duchowego?

Aleksander Posacki SJ: Człowiek jest istotą duchowo-psycho-cielesną. Niekiedy bezmyślnie redukuje się człowieka do istoty psycho-cielesnej. Rzeczywistość psycho-cielesna człowieka przynależy do świata natury. Dokonywana przez sekty manipulacja w sferze psycho-cielesnej jest najbardziej widoczna, gdyż może prowadzić do destrukcji osobowości, a niekiedy nawet do chorób psycho-somatycznych nie wyłączając również biologicznej śmierci. Jednakże zgodnie z antropologią chrześcijańską w człowieku jest obecna również sfera życia duchowego, o charakterze osobowym, której istotą jest dialogiczna relacja z Bogiem. W przypadku oddziaływania światopoglądowego mamy do czynienia z manipulacją w sferze ludzkiego ducha, czyli także manipulacją w sferze racjonalnej, wolitywnej, a w konsekwencji także w sferze sumienia. Zagrożenie ze strony manipulacji tego typu jest nie mniej groźne. Niestety, my często myślimy kategoriami naturalistycznymi, psychologicznymi, że ktoś został zraniony czy skrzywdzony, i dlatego łatwiej dostrzegamy zagrożenia dla sfery psycho-cielesnej. Musimy nauczyć się myśleć kategoriami duchowymi, to znaczy przyznać, że problemem człowieka jest nie tylko zranienie w sferze psychicznej, ale nie mniej realnym problemem jest to, że ktoś stracił wiarę, przyjął obcą inicjację religijną, wyrzekł się chrztu. Dopiero wtedy dostrzeżmy realne zagrożenia dla duchowej sfery życia ludzkiego, które w konsekwencji są zagrożeniami dla zbawienia człowieka.
Dlaczego światopoglądy propagowane przez sekty są tak niebezpieczne? Ich głównym problemem jest grzech bałwochwalstwa. Uważam, że księża za mało wiedzą na temat grzechu bałwochwalstwa, a czasami w ogóle nie dostrzegają dzisiaj tego grzechu. Tymczasem w Biblii bałwochwalstwo jest najcięższym grzechem, bo jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu. Wyrazem grzechu bałwochwalstwa są podejmowane przez poszczególne sekty praktyki, jak np. okultyzm, magia, spirytyzm czy wróżbiarstwo. Ale groźna jest przede wszystkim ideologia, która u podłoża tych praktyk się znajduje.
Niejednokrotnie obecny w propagowanych przez sekty światopoglądach grzech bałwochwalstwa popełniany jest nie wprost, np. poprzez świadome wyrzeczenie się chrztu jak to ma miejsce w sektach satanistycznych. Najbardziej ekspansywne są nie te sekty, które działają negatywnie przekreślając wartość chrześcijaństwa, ale te, które dokonują przedefiniowania pojęć chrześcijańskich tworząc nowy światopogląd. Należy do nich m.in. sekta Moona, w której nie odrzuca się Jezusa i nie nakazuje się Go nienawidzić, ale obok Jezusa uznawanego za wielkiego proroka, który zbawił świat od strony materialnej, dostrzega nowego zbawiciela w osobie Moona, który przyszedł zbawić świat w sposób definitywny od strony duchowej. W tej wizji  i Jezus i Moon są uznani za bogów. Kościół owo przedefiniowanie pojęć nazywa (m.in. w dokumencie o New Age) „zgubnym synkretyzmem”, w wyniku czego dochodzi do pomieszania różnych propozycji duchowych, a tym samym następuje degradacja chrześcijaństwa. Jakiś czas temu podczas audycji telewizyjnej uczestniczyłem w dyskusji o Harry’m Potterze. Pewna dziennikarka uczestnicząca w tym programie przekonywała, że w powieści tej są obecne różne kultury. Musiałem się sprzeciwić stwierdzając, że w historii Harry’ego Pottera nie chodzi o pluralizm kulturowy, ale o pomieszanie pojęć. Tego typu synkretyzm jest bardzo niebezpieczny dla życia duchowego.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Czy mógłby Ojciec wskazać obecne w różnych sektach przejawy grzechu bałwochwalstwa?

Aleksander Posacki SJ: Bałwochwalstwo znajduje się u podstaw każdej sekty. Wyrazem bałwochwalstwa jest już sama postać założyciela albo guru sekty, który siebie uważa za boga. Owo samoubóstwienie guru dokonuje się nie zawsze w sposób jawny. Na ogół guru jest tym, który wszystko wie najlepiej, ma dostęp nawet do wiedzy zakrytej dla przeciętnego człowieka i jedynie on potrafi właściwie zinterpretować każdą doktrynę, także tę biblijną. W ten sposób guru staje się nie tylko właścicielem, ale wręcz źródłem wszelkiej prawdy. Czyż nie jest to przymiot boski? Innym przykładem grzechu bałwochwalstwa może być ideologia głoszona wprost przez sektę mormonów, że wszyscy ludzie są bogami i zmierzają ku pełnemu objawieniu się ich boskości na drodze ewolucji.
Bałwochwalstwo kryje się także u podłoża wszelkich praktyk bioenergoterapeutycznych. W poszukiwaniu zdrowia z usług bioenergoterapeutów korzysta wielu ludzi, a wśród nich są także katolicy, którzy zupełnie nie zdają sobie sprawy z tego, wchodzą w krąg grzechu bałwochwalstwa. Pomijam fakt, że jakiś bioenergoterapeuta jest egocentrykiem czy megalomanem, co zdarza się często. Problem bioenergoterapii jest o wiele bardziej poważny. U podstaw praktyk bioenergeterapeutycznych znajduje się światopogląd holistyczny. Zakłada on monistyczne przekonanie, że wszystko, co istnieje, posiada tę samą naturę. W tej sytuacji nie ma sensu mówić o różnicy natury pomiędzy Bogiem, światem nieożywionym czy ożywionym a człowiekiem. W pewnej szczególnej odmianie światopogląd holistyczny uznaje, że istotę każdego bytu można sprowadzić do istniejącej w kosmosie energii. Bioenergoterapeuta w swoich praktykach odwołuje się do energii kosmicznej, której staje się dyspozytorem i dawcą. Jeżeli ta energia zostanie utożsamiona z energią boską, a tak się niejednokrotnie dzieje, o czym świadczy przekonanie, że korzystając z tej energii można dokonywać właściwie cudów, to mamy do czynienia z bałwochwalstwem, gdyż bioenergoterapeuta jako dyspozytor energii traktuje siebie na równi z bóstwem.
Trzeba zauważyć, że jednym ze skutków tego światopoglądu będzie np. utrata sensu modlitwy. Skoro nie ma istotnej różnicy pomiędzy bóstwem a człowieczeństwem, to równocześnie nie ma możliwości stawania człowieka przed osobowym Bogiem, co należy przecież do serca duchowości chrześcijańskiej. Modlitwa wynika z różnicy ontologicznej między człowiekiem a Bogiem. Dlatego w czasie modlitwy musi być wysiłek. Dlatego trzeba w modlitwie spełnić pewne warunki moralne, żeby się dobrze modlić. Jeżeli tej różnicy między Bogiem a człowiekiem nie będzie, to pozostanie co najwyżej możliwość bliżej nieokreślonego wtapiania się poprzez wykorzystanie odpowiednich technik medytacyjnych w rzeczywistość kosmiczną, by z niej czerpać energię niezbędną do codziennego życia. A modlitwa nie jest jedynie techniką, ale spotkaniem z transcendentnym Bogiem. W ten sposób właściwie zostaje zakwestionowane całe chrześcijaństwo. Początkiem jest jednak grzech bałwochwalstwa. Z grzechem bałwochwalstwa mamy do czynienia również w innych praktykach podejmowanych przez sekty…

Wojciech Zagrodzki CSsR: …np. w magii?

Aleksander Posacki SJ: Tak, magia również kryje w sobie grzech bałwochwalstwa. Na czym polegają praktyki magiczne? Na utwierdzaniu w człowieku tego, co J. Maritain nazwał „egoizmem metafizycznym”. Magia jest bowiem antyreligią, gdzie w centrum stoi rozbuchane ego, które chce przekroczyć wszelkie granice. W tym sensie jest też fałszywą mistyką, gdyż każda mistyka polega na pokorze i przezwyciężaniu ego. Nie trzeba księżom tłumaczyć, że magia, a także inne formy okultyzmu jak spirytyzm, wróżbiarstwo czy uzdrowicielstwo, są w Biblii potępione, podobnie zresztą jak przez całą późniejszą tradycję chrześcijańską, a nawet żydowską i opartą na duchowości Starego Testamentu tradycję muzułmańską. W Biblii Bóg brzydzi się grzechem magii, magia jest grzechem cudzołóstwa duchowego – to są bardzo dosadne określenia. Katechizm Kościoła Katolickiego jednoznacznie odrzuca magię w kontekście pierwszego przykazania Dekalogu.
Bałwochwalstwo magii wyraża się w przekonaniu, że ja dzięki posiadanej mocy mam władzę coś zrobić. Wchodząc w strukturę antropologiczną magii odkryjemy, że magia jest interesownym pragnieniem władzy, czyli tym czymś, co Fryderyk Nietzsche nazwał „wolą mocy”. Badania socjologiczne przekonują, że magia wyraża wolę człowieka, egoistyczny woluntaryzm, który pragnie wszechpotężnej mocy. Działanie magiczne wyklucza działanie Boga czy jakiekolwiek podporządkowanie się Bogu. W magii człowiek siebie samego stawia w centrum wszechświata i próbuje czynić dobro, ale jakie dobro? – jest to dobro utylitarne, gdyż w magii nie ma rozeznania dobra i zła w obliczu osoby transcendentnej. Znam sytuację, w której ktoś chce mieć taką żonę i dlatego poprzez magię próbuje wpłynąć na druga osobę, by ją mieć dla siebie. Jakie dobro z tego wyniknie? – będzie to swoiste „dobro” dla pragnącego „żony”, ale zło dla osoby pożądanej. Nawet sam założyciel kościoła szatana A. Sz. LaVey przy okazji zakwestionowania rozróżnienia na magię białą i czarną zwrócił uwagę na to, że w magii mamy do czynienia ze skrajnym egocentryzmem i władzą kogoś, kto nie chce się liczyć z nikim ani z niczym. Analizujący zjawisko magii religioznawcy dostrzegają, że w magii nie ma sacrum. Magia jest manipulacją sacrum. Gdzie nie ma sacrum, wtedy człowiek znajduje się ponad sacrum, a to jest bałwochwalstwo. W każdej religii człowiek jest podporządkowany sacrum.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Czy grzech bałwochwalstwa wiąże się również z używaniem różnego rodzaju talizmanów i amuletów, którym przypisuje się tajemne moce magiczne?

Aleksander Posacki SJ: Te przedmioty magiczne, nazywane niekiedy fetyszami, wiążą się z magią. Kościół na wielu synodach bardzo zdecydowanie potępił używanie talizmanów, podobnie zresztą jak potępił fatalizm, który jest istotą światopoglądu magicznego. Tymczasem talizmany w różnej formie (naszyjniki, bransolety, pierścienie itp.) powracają dzisiaj stając się prawdziwa plagą. Przykładem takiego fetyszu jest np. bardzo modny ostatnio pierścień Atlantów, który, o zgrozo, można kupić nawet w sklepach z dewocjonaliami. Fakty takie potwierdzają, że ideologie kryjące się za tymi przedmiotami ciągle jeszcze są lekceważone nawet przez katolików. Dlatego księża powinni przed tymi zagrożeniami przestrzegać ludzi powierzonych ich pasterskiej trosce.
Dlaczego Kościół zakazuje używania talizmanów i amuletów? – dlatego, ponieważ zawieszony na piersi talizman jest znakiem przyjęcia do swego serca i umysłu mentalności magicznej. Fakt założenia talizmanu można potraktować jako rodzaj inicjacji religijnej. Proszę zauważyć, że talizmany zwykle nosi się na palcu lub na szyi, czyli w takich miejscach, które dotyczą bardzo intymnej sfery ludzkiego serca, sfery zaufania i zawierzenia. Innymi słowy nosząc talizman ktoś zawierza swoje losy temu kawałkowi metalu, jakim jest np. pierścień Atlantów, za którym stoją pseudonaukowe teorie, że są w nim zakodowane jakieś wibracje, które chronią przed złem, przed niebezpieczeństwami, przed chorobami, a nawet leczą z różnych dolegliwości. Do tego pierścienia są przywiązane obietnice boskie. Osoba przyjmująca ten pierścień afirmuje taką kryptoreligię. Kościół zakazuje więc używania wszelkich talizmanów, gdyż ich używanie wiąże się z inicjacją religijną i przynależnością do kręgu duchowości pozostającej w konflikcie z chrześcijaństwem. Ponadto u osób noszących z czasem pojawia się problem przywiązania emocjonalnego i duchowego. Mamy za sobą takie doświadczenia duszpasterskie, że takiej osobie bardzo trudno jest zdjąć talizman, gdyż przeżywa autentyczne katusze i lęki, że wkrótce coś złego będzie musiało się jej zdarzyć. Lęki te mogą wiązać się z problemami o podłożu psychologicznym, ale nie można wszystkiego sprowadzić do psychologii. To jest problem natury duchowej. Talizman jest bowiem znakiem przynależności do określonego świata duchowego. Dlatego duszpasterze nie mogą pozostać obojętni na praktykę używania talizmanów przez ich parafian.
Owszem, trzeba przyznać, że chrześcijanie również noszą pewne znaki świadczące o ich przynależności do określonego świata duchowego. Są to zawieszone na szyi krzyżyki, medaliki itp. Ale chrześcijanie inne znaczenie przywiązują do tych znaków. Medalik sam w sobie nie kryje żadnej mocy, ale wskazuje na rzeczywistość poza nim samym, wskazuje na Boga, w którym wierzący dostrzega moc boską. Zdjęcie krzyża czy medalika nie powoduje lęku, że Bóg się od człowieka odwraca. Natomiast zdjęcie pierścienia sprawia, że człowiek czuje się pozbawiony wszelkiej mocy i ochrony. To jest istotna różnica, którą należy ludziom wyjaśniać.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Czy jednak noszenie talizmanu, do którego nie przywiązuje się żadnego znaczenia, albo horoskopy czytane „dla zabawy” muszą od razu prowadzić do przyjęcia obcej chrześcijaństwu ideologii i grzechu bałwochwalstwa?

Aleksander Posacki SJ: Owszem, ktoś może nosić amulety „dla dekoracji” nie przywiązując do nich żadnego znaczenia treściowego. Ale równocześnie ten ktoś jednak coś reklamuje, kogoś innego wprowadza w błąd, nie odcina się świadomie od istniejącego zagrożenia, a wreszcie nie daje świadectwa. Myślę, że ten aspekt świadectwa jest niezwykle ważny. My nie możemy pewnych rzeczy robić dlatego, że gorszymy innych będąc antyświadectwem. Są biblijne wskazania potwierdzająca, że taka postawa jest naganna. Spójrzmy chociażby na ocenę zachowania Machabejczyków, poległych w walce izraelskich wojowników, przy których znaleziono pogańskie talizmany. Prawdopodobnie wbrew wyraźnemu zakazowi oni zabrali je z jakiejś świątyni pogańskiej. Wcale w Drugiej Księdze Machabejskiej nie zostało powiedziane, że wojownicy ci wierzyli w ukrytą moc tychże talizmanów. Mogli je wziąć jedynie albo z ciekawości, albo z zachłanności, albo jako pamiątkę – nie wiemy tego, bo Biblia tego nie mówi. Natomiast w jaki sposób ich zachowanie ocenia wspólnota religijna? – wspólnota ubolewa nad tym i zaczyna się za nich modlić bojąc się o ich zbawienie. Taka jest intuicja tej wspólnoty, która rozpoznała, że zagrożone jest ich zbawienie niezależnie od intencji, jaka towarzyszyłaby zabraniu przez nich owych przedmiotów. W takim kontekście – co ciekawe – rodzi się teologia czyśćca, jak pisze o tym J. Ratzinger w swojej „Eschatologii”.
Jeżeli ja wykonuję pewne gesty, które są gestami inicjacji religijnej, to nawet wtedy, jeśli nie mam intencji jej przyjęcia, nie jest czymś pewnym, że ja tej de facto nie przyjmuję.  Bo oprócz intencji istnieje jeszcze struktura czynu. Ja po prostu coś czynię. Mój czyn wskazuje na to, że ja jednak w inicjacji wziąłem udział. Można podejrzewać, że człowiek już przez samą strukturę swojego czynu inicjacji otwiera się na nową rzeczywistość duchową. W każdym razie duch Biblii jest taki: nie dotykaj tych rzeczy, nie igraj, nie baw się, nie czyń nawet pozoru zła. Tego trzeba się trzymać.

Wojciech Zagrodzki CSsR: A co z horoskopami? Poprzednio obok magii w jednym ciągu umieścił Ojciec wróżbiarstwo. Czy tak samo z wróżbiarstwem wiąże się grzech bałwochwalstwa?

Aleksander Posacki SJ: W przypadku wróżbiarstwa bałwochwalstwo wyraża się w dążeniu do panowania nad przyszłością. Św. Tomasz nazywa to odbieraniem prerogatyw Boga. Jest to bałwochwalstwo bardzo szczególnego rodzaju. Wiemy, że przyszłość należy do Boga, a człowiek wyrywa Bogu przyszłość. W ocenie teologicznej dzieje się niejednokrotnie przy wykorzystaniu mocy ciemności. W księdze Dziejów Apostolskich spotykamy m.in. pewną wróżbitkę, która była opanowana przez złego ducha, a która po egzorcyzmach straciła swoje zdolności. Jej mocodawcy za ten czyn chcieli nawet ukarać św. Pawła. Jest to jedyny egzorcyzm opowiedziany w Dziejach Apostolskich w tak wyraźny sposób, co daje do myślenia. Dzieje Apostolskie bardzo zdecydowanie pokazują związek wróżbiarstwa z działaniem złego ducha (por. Dz 16,16). Są więc podstawy biblijne, żeby traktować wróżbiarstwo jako bardzo poważny grzech bałwochwalstwa. Katechizm Kościoła Katolickiego wróżbiarstwo sytuuje w kontekście grzechu przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu, czyli grzechu bałwochwalstwa (KKK 2126-2117).
Współcześnie plaga wróżbiarstwa jest bardzo szeroko rozpowszechniona. Osobiście miałem do czynienia z wieloma osobami zniewolonymi w wyniku swoich doświadczeń z wróżbitkami, np. tarocistkami, które wprowadzają w określoną wizję świata i zarazem inicjują w określony świat duchowy. Wróżbiarstwo jest plagą, z którą trzeba walczyć, a problem wróżbiarstwa trzeba nazywać po imieniu według oceny teologicznej, przestrzegając przed istniejącymi zagrożeniami ewentualnych nowych adeptów. Tak czynili niegdyś prorocy, apostołowie i Ojcowie Kościoła.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Podsumowując: problem sekt to nie tylko problem wciągania w grupę sekty, ale problem światopoglądowy…

Aleksander Posacki SJ: … który oddziałuje na religię i na kulturę. Bardzo wiele praktyk podejmowanych przez sekty wynika z pewnego światopoglądu, który rozumiem jako całościową wizję Boga, człowieka i świata. Nikt nie podejmuje pewnych praktyk bez pewnej wizji światopoglądowej. Dlatego zastanawiając się nad problemem sekt musimy badać proponowaną w nich wizję świata. Niestety, wielu kapłanów nad tym się nie zastanawia, a w konsekwencji problem lekceważy. Analiza tych światopoglądów prowadzi do przekonania, że one mają charakter destrukcyjny, ale na sposób duchowości toksycznej, która nie od razu wydaje swoje złe owoce. Owoce będą widoczne później, kiedy ktoś przestanie się spowiadać, uczestniczyć w Eucharystii czy nawet modlić się, itp. Egzorcyści, którzy się zajmują tymi problemami dostrzegają owoce błędów światopoglądowych. Szczególnie groźne jest przedefiniowanie pojęć chrześcijańskich. Wystarczy, że ktoś nabierze przekonania, że Chrystus nie jest Bogiem jedynym, ale jednym z wielu posiadających moc boską. Na tym polega grzech ducha. Diabeł upadł nie dlatego, że miał problemy z własną seksualnością, ale upadł przez grzech ducha pretendując do statusu bóstwa. To jest pierwszy grzech, ku któremu prowadzi ideologia sekt.
Jakie inne grzechy duchowe, którym prowadzą sekty, są szczególnie niebezpieczne? Drugim jest pycha. Nawet buddyzm mówi, że pycha jest korzeniem wszystkich grzechów. My też to mówimy, tylko nie wyciągamy z tego konsekwencji. Trzeci grzech, ku któremu prowadzi ideologia sekt, o którym się mówi bardzo mało, przypomniał nam papież Jan Paweł II w encyklice Dominum et vivificantem. Jest to grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Jak papież definiuje grzech przeciwko Duchowi Świętemu? – wyraża się on w niezdolności przyznania się do grzechu, gdyż nastąpiło zanegowanie istnienia zła w sobie i w konsekwencji odrzucenie potrzeby jakiegokolwiek Zbawiciela. My sami jako ludzie mamy taką skłonność, żeby unikać przyznawania się do swojego grzechu. Ale w przypadku sekt ta skłonność jest wzmocniona teoriami, że np. nie ma grzechu, więc nie ma do czego się przyznawać. Czy nie jest to niebezpieczne dla zbawienia człowieka? Czy nie jest to bardziej niebezpieczne od udziału w jakiejś sekcie, która chociaż zamanipuluje człowiekiem, ale on poczuje skutki tej manipulacji i będę próbował od sekty się odciąć? Zostały przeprowadzone badania, które pokazują, że przeciętny pobyt w sektach nie trwa dłużej niż dwa lata. Ale w sferze ducha mamy problem zgoła poważniejszy: błędny światopogląd, który w konsekwencji przynosi grzech bałwochwalstwa, który z kolei przekłada się na grzech przeciwko Duchowi Świętemu – to jest wielkie zagrożenie. Zadaniem duszpasterzy jest cierpliwe wyjaśnianie, argumentowanie i przekonywanie na gruncie filozoficznym i teologicznym, ale także polemizowanie ze światopoglądami przynoszonymi przez sekty, co jednak wymaga określonej ich znajomości. Dzisiaj nie możemy na te tematy milczeć. Trzeba o problemie zagrożeń ze strony sekt mówić otwarcie tak, jak robili to Ojcowie Kościoła: brali na tapetę pojawiające się błędy i uzasadniali, że tu jest błąd. To powinni robić również biskupi.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Przyznam się, że jeszcze nie spotkałem nikogo, kto wyznawałby np. wiarę w reinkarnację. Więcej, wspomniane przez Ojca poprzednio światopoglądy wydają się trudne do zaakceptowania. Dlaczego zatem sekty są takie atrakcyjne? Czym przyciągają nowych członków?

Aleksander Posacki SJ: Jeżeli na przykład ktoś, kto ma świadomość grzechu, ale nie chce się do niego przyznać i nie chce skorzystać z sakramentu pojednania, to poszukiwał takiej wspólnoty uważanej przez siebie za religijną, która będzie głosić, że spowiedź nie ma sensu. Głoszone przez sekty ideologie znajdują wtedy odpowiedni grunt. Analogicznie wiara w reinkarnację może wydawać się atrakcyjna ze względu na zawartą w niej ideę wiecznej ewolucji duchowej. To znaczy, że choćbym zgrzeszył bardzo ciężko, to jednak nie muszę się lękać żadnego sądu Bożego. Wiara w reinkarnację neguje prawdę, że dokonywane przez człowieka wybory są jednorazowe i unicestwia ideę sądu. Po przyjęciu reinkarnacji muszę przyjąć, że w życiu nie ma wyborów ostatecznych, nie ma odpowiedzialności za swoje czyny, bo wszystko można powtórzyć w kolejnym wcieleniu, nic nie jest rozstrzygnięte, bo wszystko się tworzy. Idee te są zgodne z duchem współczesnego czasu, gdy kwestionuje się wolną wolę, aprobuje się permisywizm moralny, a grzech uznawany jest niekiedy za cnotę, gdy mamy do czynienia z kultem zmiany i niekończącego się rozwoju. Człowiek z natury swojej jest istotą religijną i dlatego przyjmuje pewne wizje religijne korespondujące ze współczesną modą.
Ponadto zainteresowanie sektami wynika z naturalnego w człowieku poszukiwania poszukiwania transcendencji, poszukiwania doświadczenia duchowego. Na ten motyw zwracają uwagę nawet niektóre dokumenty Kościoła. Trzeba pamiętać, że proponowana przez sekty duchowość neopogańska zawsze będzie zewnętrznie bardziej atrakcyjna niż propozycja chrześcijańska, która jest drogą krzyża. Duchowość sekt wpisuje się w mentalność współczesnego człowieka, który nie lubi stawiania mu wysokich wymagań.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Wobec tego w jaki sposób duszpasterstwo powinno odpowiedzieć na to wyzwanie, które stanowią sekty?

Aleksander Posacki SJ: Mamy na ten temat kilka ważnych dokumentów Kościoła, do których warto sięgać. Ludzie poszukują duchowości – to jest fakt. Kościół jednak stawia pytanie samemu sobie: Dlaczego Kościół nie jest wystarczająco przekonywujący, żeby duchowość chrześcijańską przekazać? Kościół w swoich dokumentach nawet nie udziela odpowiedzi, ale stawia takie pytanie. Pytanie to prowadzi do stwierdzenia: musimy pokazać nie tylko logikę naszej duchowości, czym zajmowano się w średniowieczu i znacznie wcześniej, co dzisiaj również jest bardzo ważne, ale także musimy pokazać moc naszej duchowości, czyli działanie Ducha Świętego w świecie. Chodzi tu m.in. o wprowadzenie w nasze codzienne życie duchowe tego, co moglibyśmy nazwać teologią cudu. Wiele sekt kładzie akcent na uzdrowienia, na cuda, na manifestacje mocy. My, chrześcijanie, też mamy moc. Duchowość chrześcijańska ze swojej istoty ma moc, która jest mocą Boga. To jest moc silniejsza od mocy magii. Wspomnijmy chociażby Mojżesza, który pokonuje potęgę magów faraona, czy św. Pawła, który ślepotą każe maga Elimasa, który przeszkadzał w ewangelizacji. Znamienna jest również scena z Dziejów Apostolskich, w której św. Piotr upomina maga Szymona. Dostrzegł, że apostołowie posiadają większą moc od jego mocy magicznej, więc chciał tę moc kupić od nich za pieniądze (od imienia Szymona maga pochodzi zresztą pojęcie symonii, która polega usiłowaniu zdobycia środkami ludzkimi, często pieniędzmi, władzy i mocy boskiej).
Chodzi zatem o pewną konfrontację mocy. Dlaczego Harry Potter zachwyca dzisiaj tak wielu ludzi? – bo główny bohater ma moc, dzięki której może walczyć i zwyciężać złego Voldemorta. Oczywiście, jest to moc pozorna, bo Voldemort i Potter są ze sobą związani. Wielu tego nie widzi i myśli, że jest to walka dobra ze złem, ale wewnątrz jest obecna niezwykle niebezpieczna, neognostycka ideologia, że dobro i zło są ze sobą organicznie powiązane. Warto zwrócić uwagę na to, że Harry Potter ma bliznę, która go boli, kiedy czuje telepatycznie Voldemorta, który jest obrazem szatana. Z kolei Potter dlatego ma taką moc, że  Voldemort zrobił mu kiedyś tę bliznę. Ta powieść jest tym bardziej niebezpieczna, że wywołuje skojarzenie z Apokalipsą, w której blizna jest piętnem Antychrysta. Ale samo zainteresowanie powieścią o Harrym Potterze, pomijając wszystkie motywy sztucznie wywoływane, objawia zainteresowanie taką postacią, która ma moc przemieniania świata. Sekty również kultywują moc i praktykują „nadzwyczajne” uzdrowienia. Dlatego nie tylko medytacje orientalne są wyzwaniem dla naszej duchowości. My dzisiaj musimy przebudzić w świecie świadomość Kościoła, który kryje w sobie wielką moc, która jest mocą Boga. Chrześcijanie muszą pokazać moc obecną w ich duchowości. Jeżeli ludzie nie rozpoznają, że różaniec jest źródłem ich mocy do życia osobistego i przemiany świata, że Kościół daje im moc, to pójdą do sekt lub będą nosić pierścień Atlantów.

Wojciech Zagrodzki CSsR: W tym kontekście ruchy charyzmatyczne są skarbem dla Kościoła?

Aleksander Posacki SJ: Ruchy charyzmatyczne mimo wielu swoich niedoskonałości są wielkim skarbem Kościoła. Kardynał Józef Ratzinger wRaporcie o stanie wiary powiedział jasno, że Odnowa w Duchu Świętym bardzo mocno zwróciła uwagę na walkę z szatanem i na możliwość wyzwolenia spod jego wpływu. Dzisiaj wielu egzorcystów jest związanych z Odnową albo z niej wyrosło. Nie jest jednak jedyna droga.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Skoro zagrożenie ze strony sekt jest zagrożeniem przede wszystkim na płaszczyźnie światopoglądowej, to chyba również potrzebna jest solidna doktryna chrześcijańska?

Aleksander Posacki SJ: Dokładnie o to chodzi. Potrzebna jest bardzo solidna doktryna. Co to jest doktryna? Doktrynę ludzie dzisiaj kojarzą niejednokrotnie jako zbędny balast intelektualny, nieżyciowy i niepotrzebny. Tymczasem trzeba ludziom przedstawić doktrynę jako właściwe ustawienie umysłu. Rzecz się ma podobnie jak z programem w komputerze: jeżeli program będzie źle ustawiony, jeżeli wkradną się doń jakieś wirusy, to będą pojawiały się nieustannie jakieś błędy, a w konsekwencji grzechy. Kto toleruje błędy będzie tolerował grzechy. Dlaczego w starożytności przez wieki z taką nieustępliwością walczono o dogmat trynitarny czy dogmat chrystologiczny? Co jest istotą obydwu dogmatów? Istotą obydwu dogmatów jest walka o bóstwo Chrystusa czy szerzej o transcendencję  Boga. Chodziło o to, żeby nie sprowadzać Boga do jednego z elementów natury stworzonej, do pojmowalności ludzkiej itd. Z tego dogmatu wynika ontologiczna różnica między Bogiem a człowiekiem, między Chrystusem a człowiekiem. Jeśli różnica między Chrystusem-Bogiem a człowiekiem będzie zanegowana – jak jest np. w „Kodzie Leonarda da Vinci”, którego popularność pośród chrześcijan objawia powszechną ignorancję – to Chrystus jako zbawiciel od grzechu też zostanie zanegowany. Jeżeli nie wezwę Chrystusa jako Boga i Zbawiciela, to wtedy moje zbawienie jest zagrożone. Dzisiaj bardzo potrzebna jest ludziom solidna doktryna chrześcijańska, ale – co ważne – w połączeniu ze znajomością fałszywych doktryn i do tego w ich współczesnych wcieleniach.

Wojciech Zagrodzki CSsR: Co należy zrobić w przypadku spotkania osoby uwikłanej w sektę? Czy mogą wtedy mieć miejsce sytuacje zniewolenia przez złego ducha? Niektórzy mówią o potrzebie modlitwy o uwolnienie.

Aleksander Posacki SJ: Nie można wykluczyć potrzeby modlitwy o uwolnienie. Kardynał Francis Arinze w dokumencie z 1991 roku powiedział wprost, że niektóre sekty działają pod wpływem szatana. My możemy to sobie dopowiedzieć teologicznie: jeżeli jest grzech bałwochwalstwa, pychy, czyli grzechy ducha, jeżeli one są bardzo mocno obecne w działaniu sekt, to są to grzechy, które przywołują działanie szatana. Mamy na to wiele dowodów w praktyce duszpasterskiej. Również w bioenergoterapii mamy do czynienia z działaniem złych duchów. Wtedy modlitwa o uwolnienie może być pożądana. To jest jedna z możliwości. Zwykle jednak proponujemy najpierw zwyczajny sposób postępowania: przyznanie się do grzechu, spowiedź, nawrócenie itd. Zresztą bez spowiedzi modlitwa o uwolnienie nie może mieć miejsca. Oczywiście zwracamy uwagę na stronę psychologiczną, która podlega odpowiedniej analizie. Czasami potrzebna będzie odpowiednia terapia psychologiczna. Czasami niezbędna będzie nawet pomoc farmakologiczna – kontakt z sektami może prowadzić np. do depresji. Ale to jest inna sfera. Duszpasterze działają przede wszystkim w sferze duchowej, a wtedy pierwszą propozycją powinna być spowiedź.

Wojciech Zagrodzki CSsR: W imieniu Czytelników „Homo Dei” dziękuję za rozmowę.

Wojciech Zagrodzki (ur. 1961), redemptorysta, doktor teologii pastoralnej, prowadzi misje i rekolekcje parafialne, redaktor naczelny kwartalnika “Homo Dei”. Opublikował “Człowiek drogą Kościoła. Jan Paweł II w Polsce” (2002), „O lustracji księży” (2006).

Rozmowa odbyła się w Krakowie dnia 24 lipca 2007 roku

”. Fatalizm to całościowa wizja świata, która zakłada pełną władzę sił bezosobowych (gwiazd, duchów, demonów, energii) nad człowiekiem, co oznacza eliminację jego wolności, jak ukrytą eliminację wolności i wszechmocy Boga osobowego, nieobecnego w tym obrazie świata.

Zob. T. Doktór, Nowe ruchy religjine i parareligijne w Polsce, Warszawa 1999, s. 124-139.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s